Krótka odpowiedź: jeżeli przez rekuperację strefową rozumiesz odcinanie wentylacji w wybranych pokojach, bo chwilowo nikt w nich nie siedzi, to jest to zły pomysł. Nie dlatego, że instalatorzy nie znają przepustnic strefowych. Dlatego, że taki układ bardzo łatwo rozwala logikę działania wentylacji domu.

Czy w wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła w domach jednorodzinnych powstało w ostatnim czasie coś głupszego niż strefowanie? Mocne pytanie, ale technicznie uzasadnione. Bo hasło brzmi nowocześnie, a w praktyce często oznacza próbę oszczędzania znikomej ilości energii przez rezygnację z wentylowania części domu.

Największy problem: dom nie jest zbiorem odciętych pudełek. To jeden układ powietrzny. Zamykając nawiew do części pomieszczeń, nie wyłączasz fizyki. Zmieniasz ciśnienia, opory, kierunki przepływu i warunki pracy całej instalacji.

Co ludzie nazywają rekuperacją strefową

Pod nazwą „rekuperacja strefowa”, „wentylacja strefowa” albo „strefowanie wentylacji” najczęściej kryje się pomysł, żeby wentylować tylko wybrane części domu. Przykład: w sypialni nikogo nie ma, więc przepustnica zamyka nawiew. W pokoju dziecięcym CO₂ jest niskie, więc pomieszczenie chwilowo przestaje dostawać powietrze. W salonie ktoś siedzi, więc wentylacja pracuje tam mocniej.

Na prezentacji handlowej wygląda to logicznie. System mierzy CO₂, wykrywa obecność, steruje przepustnicami i ma oszczędzać energię. Problem w tym, że wentylacja domu nie służy wyłącznie do reagowania na jeden czujnik i jednego człowieka siedzącego w pokoju.

Wentylacja nie jest tylko od CO₂

CO₂ jest ważnym parametrem, ale nie opisuje jakości powietrza w całym domu. Wentylacja usuwa również wilgoć, zapachy, lotne związki organiczne, zanieczyszczenia emitowane przez meble, farby, kleje, wykładziny, środki czystości i materiały budowlane.

Te emisje występują również wtedy, gdy w pomieszczeniu nie ma człowieka. Garderoba dalej ma materiały. Sypialnia dalej ma łóżko, materac, tkaniny i ściany. Pokój, w którym nikt chwilowo nie siedzi, dalej jest częścią domu. Wilgoć i powietrze nie czytają opisu funkcji pomieszczenia w aplikacji.

Dlatego odcinanie wentylacji tylko dlatego, że czujnik CO₂ pokazuje niski poziom, jest błędem myślenia. CO₂ jest jednym z parametrów. Nie jedynym.

Jak powinna płynąć wentylacja w domu

W typowej rekuperacji powietrze nawiewa się do pomieszczeń czystych: salonu, sypialni, gabinetu, pokoi. Następnie powietrze przepływa przez dom w kierunku pomieszczeń bardziej zanieczyszczonych: kuchni, łazienek, WC, garderób, pralni i innych pomieszczeń wywiewnych.

Ten kierunek nie powstaje magicznie. Wynika z bilansu nawiewu i wywiewu, oporów instalacji, nastaw anemostatów, szczelin pod drzwiami, różnic ciśnienia, temperatury, wiatru oraz pracy wentylatorów. Jeżeli zamykasz nawiew w wybranych pokojach, zmieniasz cały ten układ.

To jest ten sam błąd myślenia, który widać przy przewymiarowanych lub niedowymiarowanych układach kanałów. Instalacja z pięcioma rurami 75 mm nie będzie zachowywać się tak samo jak instalacja z dwunastoma rurami 75 mm przy tym samym strumieniu powietrza. Opór ma znaczenie. Rozdział powietrza ma znaczenie. Każda zamknięta gałąź zmienia warunki pracy reszty instalacji.

Jeżeli chcesz głębiej zrozumieć ten temat, zacznij od artykułu o przepływach w rekuperacji i bilansie nawiew-wywiew. Bez tego dyskusja o strefowaniu szybko robi się handlową bajką.

Co z przepisami

W Warunkach Technicznych wentylacja ma zapewniać odpowiednią jakość środowiska wewnętrznego, w tym wymianę i czystość powietrza, temperaturę oraz wilgotność względną. Pomieszczenia przeznaczone na pobyt ludzi mają mieć zapewnioną wentylację. Moim zdaniem kluczowe jest tu słowo „przeznaczone”, a nie „chwilowo zajęte”.

§ 149 ust. 1 mówi o strumieniu powietrza zewnętrznego odpowiadającym wymaganiom normy, a w mieszkaniu nie mniejszym niż 20 m³/h na osobę przewidzianą na pobyt stały. Nie ma tam zapisu, że sypialnię albo pokój można przestać wentylować, bo czujnik obecności nikogo nie widzi.

§ 150 ust. 1 i 2 opisuje przepływ powietrza od pomieszczeń mniej zanieczyszczonych do bardziej zanieczyszczonych. W praktyce domowej oznacza to ruch powietrza z pokoi w stronę kuchni, łazienek i pomieszczeń wywiewnych. Zamknięcie nawiewu w części pokoi może ten kierunek zaburzyć.

Co ciekawe, § 150 ust. 6 dopuszcza ograniczanie lub wyłączanie wentylacji poza okresem użytkowania, ale dotyczy to pomieszczeń w budynkach użyteczności publicznej i produkcyjnych. Nie jest to zielone światło do odcinania sypialni w domu jednorodzinnym. Ustawodawca potrafił napisać, kiedy ograniczenie wentylacji jest dopuszczalne. W przypadku mieszkań nie zrobił tego w taki sposób.

§ 148 ust. 5 mówi o regulacji wydajności wentylatorów odpowiednio do potrzeb użytkowych. To ma sens. Ale regulacja wydajności wentylatorów całej instalacji to nie jest to samo co dowolne zamykanie wybranych pomieszczeń.

To nie jest porada prawna. To techniczna interpretacja wymagań wentylacyjnych w domu jednorodzinnym. Źródłem jest tekst jednolity Warunków Technicznych dostępny w Dzienniku Ustaw.

Kiedy regulacja ma sens

Sterowanie wydajnością centrali ma sens. Dobrze wykonana rekuperacja może pracować na różnych biegach. Może mieć tryb normalny, nocny, intensywny, urlopowy, chwilowe zwiększenie wywiewu po kąpieli albo gotowaniu. To jest normalne sterowanie wentylacją.

Różnica jest zasadnicza: zmniejszenie lub zwiększenie wydajności całej instalacji przy zachowaniu minimalnej wentylacji wszystkich pomieszczeń to jedno. Odcinanie wybranych stref i udawanie, że jeden parametr opisuje jakość powietrza w całym domu, to coś zupełnie innego.

Można też rozmawiać o większych, osobnych układach dla różnych części budynku, gdy projekt od początku przewiduje niezależne strumienie, automatykę, bilans i kontrolę przepływu. Ale to nie jest typowa sytuacja w domu jednorodzinnym, gdzie ktoś chce dokleić przepustnice do instalacji i nazwać to inteligentnym systemem.

Najgorszy przykład: sypialnia bez nawiewu

Szczególnie absurdalne jest odcinanie wentylacji w nieużywanej sypialni, garderobie albo pokoju tylko dlatego, że CO₂ nie wzrosło. Materiały nadal emitują związki chemiczne, wilgoć nadal przemieszcza się po domu, a przegrody nadal wymagają stabilnych warunków.

Do tego dochodzi prosty problem użytkowy. Pomieszczenie, które przez kilka godzin było odcięte, nie robi się automatycznie świeże w sekundę po otwarciu przepustnicy. Jeżeli system ma uruchomić wentylację dopiero po wykryciu obecności, to bardzo często zaczyna działać za późno.

Oszczędność jest mniejsza niż ryzyko

Najczęstszy argument za strefowaniem brzmi: oszczędność energii. Tylko że w dobrze wykonanej rekuperacji mówimy o urządzeniu, które ma pracować stale i wymieniać powietrze w kontrolowany sposób. Próba oszczędzania przez wyłączanie wentylacji w częściach domu jest słabym kompromisem.

Jeżeli instalacja jest źle dobrana, hałasuje, zużywa za dużo energii albo nie daje się wyregulować, problemem nie jest brak strefowania. Problemem jest projekt, dobór centrali, trasy kanałów, opory, regulacja albo jakość wykonania.

I koniec. Kropka.

Wniosek

Rekuperacja strefowa w domu jednorodzinnym brzmi jak nowoczesna funkcja, ale bardzo często jest próbą naprawiania nieistniejącego problemu kosztem prawidłowej wentylacji. Wentylacja domu ma działać jako spójny układ. Ma zapewnić przepływ powietrza przez wszystkie potrzebne pomieszczenia, a nie tylko tam, gdzie czujnik CO₂ akurat coś wykrył.

Jeżeli chcesz mieć dobrą wentylację, zacznij od projektu, właściwego doboru centrali, sensownych tras kanałów, niskich oporów, poprawnego bilansu i pomiarów przepływu. To są rzeczy, które realnie decydują o komforcie. Nie marketingowe hasło o strefowaniu.